Dzielny Chłopiec cz. II
Józik pocałował panienkę w rękę i skoczył co tchu na górę. Pani Warbickiej herbata bardzo smakowała.
— Jakaś bardzo dziś dobra — mówiła do Józika. Chłopiec miał i dla siebie śniadanie, bo w pakiecie
od panienki była nawet szynka i serdelek.
— Ale już tam nie pójdę — mówił sobie Józik w zamyśleniu — strasznie przykro prosić o wsparcie! Panienka dobra, ale starsza pani podejrzliwa, a lokaj gotów naprawdę wyrzucić mnie kiedy za drzwi.
Po zaspokojeniu głodu począł teraz spokojniej rozmyślać. Przypomniał sobie, że Piotrowa była mu winna za rozmaite sprzedane jej niegdyś przedmioty po śmierci ojca, i postanowił teraz, kiedy był w ostatecznej biedzie, upomnieć się o należące mu się pieniądze. Poszedł więc do Piotrowej.
Przyjęła go, jak zwykle, utyskiwaniem na Walka, który nawet ją samą okradał. Musiała wszystko przed nim chować, bo był to już teraz złodziej niepoprawny. Bardzo się zmieszała, gdy Józik przypomniał jej swój dług, bo zapomniała już o nim zupełnie, i dopiero po jakimś czasie przyznała, że to, co Józik mówił, było prawdą. Ale się targowała, mówiła, że przedmioty kupione nie były tyle warte, ile ona za nie zapłaciła.
— Przecieżeście mi nic nie zapłacili — zawołał Józik żałośnie.
— Alem obiecała, to wszystko jedno, jakbym zapłaciła.
— Nie, nie wszystko jedno, bo mnie te pieniądze koniecznie są potrzebne i ja ich nie mam.
— Nie mam pieniędzy i kwita!
Józik tak się oburzył na Piotrowa, że wstąpiła w niego jakaś odwaga męska, choć był jeszcze dzieciakiem.
— Oddacie mi te pieniądze — rzekł spokojnie i stanowczo — a nie, to was podam do sądu. Usługuję u trzech studentów uniwersytetu, oni mi poradzą, jak mam się upominać o swoją własność, i muszę odebrać to, co mi pani winna.
Na te słowa Józika Piotrowa wpadła w straszną złość.
— A ty niedobrego! — krzyczała. — To i ty jeszcze przychodzisz mnie okradać? Toś ty taki sam nicpoń, jak Wałek! Jak ja porwę na ciebie ożoga, to ty dobre siniaki poniesiesz do swoich studentów, co mi nimi oczy wypiekasz!
Józik pod groźbami Piotrowej stal spokojny, z zaciętemi ustami.
— Więc dobrze — rzekł — będziemy się prawować. I niech pani pamięta, co mówie, że odda mi pani wszystko co do grosza i jeszcze wstydu się pani naje.
Skierował się spokojnie ku drzwiom, a to poważnie zastanowiło Piotrową. Przestraszyła się gróźb, wypowiedzianych z takim spokojem. Wybiegła za Józikiem, wołając:
— No, wróć się, ty paniczu jakiś! Tobie się zdaje, że jesteś coś bardzo ważnego! Widzicie go, frant jakiś! Chodź, zabieraj, co mam w domu!
Wyjęła z kuferka rubla zatłuszczonego i rzucając go Józikowi, poczęła zawodzić:
— Ostatni grosz zabiera mi ten niedobrego! Dziecko rodzone mnie okrada, a i ten także.
Józik wziął rubla, ale nie okazał radości, tylko odezwał się spokojnie:
— Pani była mi winna dziesięć rubli, a że mi pani oddaje dziś rubla, więc zostaje jeszcze dziewięć rubli, które mi pani musi oddać co do grosza, bo inaczej pójdziemy do sądu.
— Widzisz go, jak się to nauczył rachować! Ja ci dam rachunek!
— Przyjdę pojutrze po resztę pieniędzy.
— Jeszcze mi tu będziesz wygrażał? Idź precz! Józik nie słuchał dalej. Miał rubla w kieszeni; to
było na życie dla pani Warbickiej i dla niego na jakie dwa dni. Za dwa dni znowu trzeba będzie iść do Piotrowej.
— Jednak nie dziwota, że z tego Walka taki hultaj — myślał, biegnąc ku domowi. — Niedaleko jabłko pada od jabłoni.
Ledwo to sobie pomyślał, aż tu Walek, wracający widocznie do domu, jakby wyrósł przed nim z ziemi na zakręcie ulicy.
— Aha, już cię dawno nie widziałem! — ozwał się. — Coś na tem państwie wyglądasz jakoś mizernie!
— Na jakiem państwie?
— No, boś całkiem spaniał przy tej starej. Siedzisz sobie, nic nie robisz, czytasz książki... ha, ha, ha!
W śmiechu Walka było coś bardzo nieprzyjemnego, był obdarty i brudny, na twarzy miał czarne smugi, jak gdyby się nie my! ze trzy dni.
— Widzę, że mi się przyglądasz — mówił Walek dalej. — Jużci, że nie mam takiego odzienia, jak ty, co u tej starej masz wszystko gotowe. Pokażno, z jakiego to materjału masz ubranie.
Przybliżył się do Józika i zaczął go klepać po ramieniu, dotykać ubrania, przypatrywać się.
— Ty niedługo wyjdziesz na takiego pana, co to karetą jeździ. No, bądź zdrów! Jak mnie kiedy bieda przyciśnie, to przyjdę do ciebie poprosić o rubelka.
I pobiegł dalej. Józik poszedł tez w swoją drogę, rozmyślając, jaki ten Walek był zły i obrzydliwy.
Chciał zajrzeć do pani Warbickiej, czy czego nie potrzebuje, a potem dopiero pójść kupić herbaty, cukru, węgla, nafty, mleka i parę bułek. Wyliczył,
